-- logo SGH
Informacje <  SGH
Strona główna
Informacje


>> Zamówienia publiczne1

>> Kalendarz wydarzeń1

>> Ankiety i badania1

> Nowy gmach SGH1


Google      



Informacje

INAUGURACJA ROKU AKADEMICKIEGO 2004/2005
29 WRZEŚNIA 2004 ROKU

Przemówienie Rektora SGH prof. Marka Rockiego

W swym inauguracyjnym wystąpieniu chciałbym podzielić się z Państwem kilkoma refleksjami, które nasuwają się w związku z podjęciem prac parlamentarnych nad nową ustawą regulującą organizację szkolnictwa wyższego w naszym kraju. Przyznam, że trudno mi o jednoznaczny charakter tych refleksji. Towarzyszą mi tu po prostu mieszane uczucia.
Przypomnę na wstępie, że przemawiając do Państwa w czasie ubiegłorocznej inauguracji, wspomniałem o kierunkach, w jakich posuwają się prace zespołu projektującego nową ustawę. Stan prac pozwalał wówczas na nadzieję - tym bardziej, że patronat nad nimi objął Prezydent Rzeczpospolitej - iż parlament upora się z uchwaleniem nowego prawa tak, aby mogło ono wejść w życie z początkiem obecnego roku akademickiego.
Niestety tak się nie stało. Protesty właścicieli prywatnych szkół wyższych, zagrożonych utratą dotychczasowych, skąpo ograniczanych i mało kontrolowanych możliwości działania, skutecznie powstrzymywały ten proces, by w końcu wymusić określone kompromisy ze strony projektodawców.
Dopiero więc w dniu 11 lutego bieżącego roku projekt nowego prawa został oficjalnie złożony Prezydentowi, zaś w czerwcu, po przyjęciu przez Radę Ministrów, trafił do Sejmu.
Na dzień dzisiejszy projekt poddawany jest analizie właściwej Komisji Sejmowej, która jak dotąd zdążyła zapoznać się z kilkudziesięcioma z 250 artykułów ustawy.
Muszę przeprosić zatem za ubiegłoroczny optymizm. Naprawdę nie ma żadnej pewności, czy obecny Parlament zdąży poradzić sobie z tym problemem, a więc cały proces zmian może się odwlec na kolejne lata.
Także w warstwie merytorycznej kształt przygotowanych ostatecznie zmian studzi początkowe nadzieje.
O ile projekt dostarcza szeregu oczekiwanych od dawna rozwiązań strukturalnych i wprowadza sprawdzone w świecie rozwiązania instytucjonalne, to jednak znaczny niepokój wzbudza widoczna tendencja zwiększania regulacyjnej roli państwa kosztem ograniczenia autonomii akademickiej. Jest to zresztą tendencja, którą obserwujemy już od pewnego czasu, śledząc kolejne korekty starej ustawy.
Myślę, że z aprobatą należy przyjąć rozwiązania zmierzające do dostosowania polskiego systemu do europejskich standardów ustalonych w deklaracji bolońskiej. Mam tu na myśli wprowadzenie trzystopniowości studiów, uznanie możliwości transferu i akumulacji osiągnięć studenta w różnych uczelniach w ramach systemu transferu punktów kredytowych, a także uznanie możliwości tworzenia oferty dyplomów podwójnych, czy też wspólnych z uczelniami zagranicznymi.
Z powagą należy się odnieść do rozwiązań integrujących funkcjonujące dotąd na innych zasadach systemy szkół publicznych i prywatnych. Podjęto próbę ograniczenia patologii związanej z tzw. wieloetatowością zatrudnienia nauczycieli akademickich - próbę, której szanse powodzenia osobiście oceniam krytycznie, gdyż nie eliminuje ona przyczyn tego zjawiska.
Zmodyfikowano dotychczasowe rozwiązania palącego problemu odpłatności za studia. W mojej ocenie projekt złożony w Sejmie nie rozwiązuje jednak samej istoty problemu współpłatności za studia, tj. konieczności znalezienia środków na pokrycie rzeczywistych kosztów ponoszonych w procesie kształcenia. Na przykład w dalszym ciągu uczelnie publiczne muszą nieodpłatnie udostępniać swoje zbiory biblioteczne studentom szkół prywatnych.
Odmrożono zakonserwowane od 1990 roku zasady zatrudniania oraz rotacji pracowników akademickich, przynosząc uczelniom zdecydowanie większą swobodę w prowadzeniu polityki kadrowej.
Projekt dekretuje szereg definicji oraz nadaje normatywną treść niektórym, i tak już przyjętym w SGH, rozwiązaniom organizacyjnym. Mamy tu więc możliwości wydawania świadectw ukończenia studiów doktoranckich, wydawanie suplementu do dyplomu, czy też możliwość zatrudniania "visiting professors". Unormowano i nadano osobowość prawną KRASP; ustawową rangę przyznano instytucji Parlamentu Studentów oraz związkom uczelni.
Dodam, że tekst projektu sankcjonuje istniejące w SGH kolegia, a także pozwala na prowadzenie studiów międzykierunkowych.
Nie będę tu dalej streszczał projektu, nawet te zarysowane wyżej zmiany, być może z pewnymi retuszami, stanowić mogą z pewnością krok do przodu w porównaniu z ustrojem nadanym ustawą z 1990 roku.
Nie sposób jednak nie zatrzymać się nad kwestią, która wszystkie te pozytywne zmiany usuwa w cień. Otóż wbrew zapowiedziom twórców projektu, a także pomimo istnienia w nim formalnego, przeniesionego zresztą z Konstytucji zapisu zapewniającego szkołom wyższym autonomię, złożony w Sejmie projekt prawa o szkolnictwie wyższym w sposób wielokrotny i konsekwentny autonomię tę podważa. Jak wcześniej wspomniałem, jest to potwierdzenie procesu, który paradoksalnie nasila się wraz z demokratyzowaniem się i uwalnianiem spod kurateli państwa innych instytucji i zjawisk życia publicznego.
Otóż w art. 5 projektu czytamy, że na zasadach określonych w ustawie uczelnia jest autonomiczna we wszystkich obszarach swojego działania. Jakie to obszary, definiuje art. 6 stwierdzający, że uczelnia ma w szczególności prawo do:
  • po pierwsze, ustalania warunków przyjęć na studia,
  • po drugie, ustalania planów studiów i procedur nauczania,
  • po trzecie, weryfikowania wiedzy i umiejętności studentów,
  • i po czwarte, wydawania dyplomów.
Cztery obszary i tyleż złudzeń.
Po pierwsze, potwierdzone tylko przez nowe prawo, ale przecież już obowiązujące zasady przyjęć przekazują rzeczywisty ciężar selekcji kandydatów w kompetencje szkół średnich. Uczelnie w tym procesie sprowadzone są do roli wykonawczej i ewidencyjnej.
Po drugie, plany studiów. Tak, ale w liczbie semestrów z góry określonej ustawowo. Programy nauczania - tak, ale w ramach ogólnie ustalonych standardów pozostawiających uczelniom już dzisiaj zaledwie margines swobody na wzbogacenie ich o oryginalne, własne oferty dydaktyczne.
Po trzecie, weryfikacja wiedzy studentów. Tak, ale z możliwością podważania efektów tej weryfikacji przez sądy administracyjne. Mamy już precedensy podważania przez biegłych sądowych ocen prac kandydatów na studia, teraz pod sąd oddajemy wielowiekową i, zdawałoby się, nienaruszalną relację mistrz-uczeń, czyli samą istotę akademii.
Po czwarte w końcu, wydawanie dyplomów. Tak, ale zgodę na druk dyplomów wydać musi Minister Edukacji. Także jego indywidualnej zgody wymagać będzie wydanie dyplomu absolwentowi programu dydaktycznego realizowanego wspólnie przez więcej niż jeden ośrodek akademicki.
A zatem jak to jest z tą autonomią?
Przypomina się tu nie tak odległa przeszłość w naszym kraju, kiedy to im mniej towarów pojawiało się na sklepowych półkach, tym częściej władze podejmowały uchwały o dalszej poprawie zaopatrzenia ludności. Im głośniej mówimy o autonomii szkolnictwa wyższego, tym bardziej rośnie liczba rozstrzygnięć zastrzeżonych do kompetencji administracji państwowej.
Proszę sobie wyobrazić, że w porównaniu z pierwotnym tekstem obecnie jeszcze obowiązującej ustawy z 1990 r., w projekcie rozpatrywanym obecnie w Sejmie liczba upoważnień rozmaitych organów państwowych wzrosła blisko dwukrotnie, a dodajmy do tego kwestie, które dotąd były w kompetencji uczelni, zaś teraz zastępuje się je sztywnym zapisem ustawowym. Jaka jest np. racja, aby parlament rozstrzygał, iż wybór kierunku studiów musi nastąpić najpóźniej po pierwszym roku studiów. W SGH to student decyduje w tym względzie. Nie naciskany przez nas podejmuje decyzje dojrzałe i racjonalne. I bynajmniej nie cierpi na tym ani dyscyplina, ani jakość naszych studiów.
Przykłady powyższe symbolizują zaledwie, jak bardzo kierunki zmian w szkolnictwie wyższym oddalają się od wizji uczelni jako ośrodka z natury swojej niezależnego i funkcjonującego dotąd według sprawdzonych reguł korporacyjnych.
Niestety problem nie kończy się na symbolach. Skądinąd zasadna troska o zapobieganie patologiom, obecnym zwłaszcza w obszarze działania szkół prywatnych, owocuje znacznym pozbawieniem swobody całego, podkreślam całego środowiska. To, co przez wieki stanowiło domenę i naturalny przywilej korporacji akademickich, dziś oddawane jest w ręce urzędników państwowych. Humboldtowska, fundamentalna zasada jedności badań i dydaktyki, pozwalająca na tworzenie się szkół naukowych, wyzwalająca w szkołach wyższych postęp i zapewniająca uczelniom pełnienie społecznej misji intelektualnej, zastępowana jest standaryzacją, ujednoliceniem i uśrednieniem oferty. Dzieje się to w imię zapewnienia mitycznych minimów jakościowych, na straży których postawiono Państwową Komisję Akredytacyjną. Tworzy to warunki do powstawania intelektualnego fastfoodu. Wszędzie to samo, za tę samą cenę, według tej samej receptury. Zapewne tak samo nijakie.
Ale przecież obok barów szybkiej obsługi działają także wykwintne restauracje, dlaczego zatem w polityce edukacyjnej państwa zaczyna brakować miejsca na oryginalność i wykwintność oferty najlepszych? Naprawdę nie sposób zgodzić się z tak bezwzględnym pozbawieniem korporacji akademickich prawa do samodzielnego kształtowania oferty dydaktycznej dla studentów. Dotyczy to tak programów nauczania, jak i inicjatyw w tworzeniu i prowadzeniu kierunków studiów.
Powyższe nie oznacza oczywiście negowania sensu istnienia Państwowej Komisji Akredytacyjnej. Z pewnością potrzebna jest taka instytucja, jednak nieporozumieniem jest nadanie jej charakteru organu koncesyjnego, sprawującego kontrolę uprzednią, a więc siłą rzeczy hamującego rozwój.
Monitorowanie zjawisk - tak. Wykrywanie i zwracanie uwagi na patologie - tak. Przyznawanie certyfikatów jakościowych - tak. Ale nie prawo do stopowania, unieważniania i przetrącania inicjatyw rodzących się u źródeł: w podstawowych jednostkach i zespołach badawczych, w bezpośredniej relacji mistrz-uczeń, w bezpośrednich kontaktach z otoczeniem i rzeczywistością społeczną.
Nieporozumieniem tej ustawy jest traktowanie szkół o skromnej, nieukształtowanej jeszcze kadrze naukowej i nikłym doświadczeniu w nauczaniu na równi z potężnymi ośrodkami akademickimi, których kadra kilkakrotnie przekracza przyjęte minima, których doświadczenie i prestiż przyciąga studentów bez względu na opatrzoną nawet godłem państwowym opinię nominowanych ekspertów.
Mam zaszczyt kierować uczelnią spełniającą to drugie kryterium i borykającą się nie z brakiem chętnych na odrzucane przez władze państwowe inicjatywy dydaktyczne, ale z ciągłym wypominaniem, że to, co robimy, jest znowu nielegalne.
Jest legalne! Legalizowane jest na co dzień mnogością publikacji naukowych, otrzymywanymi tytułami i stopniami naukowymi, prestiżem organizowanych konferencji i sympozjów, wreszcie niezmiennie dobrą opinią pracodawców zatrudniających naszych absolwentów.
Legalne konstytucyjną gwarancją autonomii uczelni i wreszcie legalne podpisaną przez Rzeczpospolitą Kartą Bolońską, w której czytamy m.in.: "działalność naukowa i dydaktyczna musi być moralnie i intelektualnie niezależna od wszelkiej władzy politycznej i ekonomicznej".
Chciałbym jednak zakończyć to wystąpienie nutką optymizmu. Ufam, że nie okaże się on nadmierny, jak to zdarzyło się w roku ubiegłym. Z wielką satysfakcją pragnę Państwu obwieścić, iż po latach naszych starań władze państwowe dostrzegły, czego naprawdę ta państwowa uczelnia potrzebuje, jakiej pomocy oczekujemy i jak bardzo jesteśmy od niej zależni. Proszę Państwa, otrzymaliśmy z Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu promesę przyznania środków inwestycyjnych na nowy gmach przy ulicy Madalińskiego.
Jest to ważny gest. Chociaż obiecana kwota nie wystarcza na sfinansowanie całej inwestycji, to jednak, po pierwsze, decyzja ta świadczy, iż nie zostajemy w inicjatywie rozwijania naszej, podkreślę jeszcze raz: państwowej uczelni, zdani tylko na siebie, po drugie zaś, daje nam zupełnie nowe możliwości w staraniach o dofinansowanie tej inwestycji ze środków Unii Europejskiej. Jeśli dodam do tego uzyskaną w zeszłym roku pomoc KBN-u, to o losy naszej inwestycji zaczynam być spokojny.
Zwłaszcza, że rusza właśnie publiczna zbiórka środków na ten cel i jestem przekonany, że wykupienie cegiełki na rzecz rozwoju naszej Alma Mater stanie się punktem honoru każdego członka naszej społeczności i wszystkich, jakże licznych, przyjaciół Szkoły Głównej Handlowej.
Umocniony tą nadzieją życzę, aby rozpoczynający się rok akademicki przyniósł wszystkim nam wiele satysfakcji i radości.

Vivat academia!


Stronę prowadzi
Biuro Informacji i Promocji