Marek Sobczyk
 

Marek Andrzej Sobczyk



urodził się 30 XI 1955 w Warszawie jako syn Jerzego, nauczyciela akademickiego na Politechnice Warszawskiej (zm. 1992) i Kazimiery z domu Dutkiewicz, lekarki. Ma starszą siostrę Joannę, ur. 1951.


W I.1962-1970 uczęszczał do Szkoły Podstawowej nr 37 w Warszawie. W I.1970-1974 uczył się w VI Liceum Ogólnokształcącym im.Tadeusza Reytana w Warszawie, w klasie o profilu matematyczno-fizycznym. Po maturze w 1974 nie zdał egzaminu na Wydział Grafiki ASP w Warszawie. Został przyjęty na Wydział Chemiczny Politechniki Warszawskiej, w którym studiował do XII 1974. W 1975 ponownie zdawał na ASP, tym razem na Wydział Malarstwa.

W 1975 podjął studia na Wydziale Malarstwa ASP w Warszawie, początkowo w pracowni prof. Ludwika Maciąga (I-II r.), a następnie w pracowni prof. Stefana Gierowskiego. Wraz z nim w tym samym czasie studiował w niej Modzelewski. Naukę rysunku pobierał początkowo u Wiesława Szamborskiego (I-II r.), następnie aż do dyplomu u Tomasza Źotnierkiewicza (III-V r.), rzeźby u prof. Gustawa Zemty (I r.), kompozycji brył i płaszczyzn u prof. Romana Owidzkiego (I-III r.), grafiki u Maliny Chrostowskiej (III r.), malarstwa ściennego u Ryszarda Wojciechowskiego (III-V r.), u którego wykonał aneks do dyplomu. Na IV-V r. słuchał wykładów z historii sztuki nowoczesnej Wojciecha Włodarczyka, u którego napisał dyplomową pracę teoretyczną. Dyplom obronił 29 V 1980.


Marek Sobczyk, Polnyje kawaliry Ordiena Sławy, 1979/80, 136x136, olej/płótno



Już na II roku studiów, 21 IV 1977, ożenił się ze studentką równoległej pracowni Tarasina, Agnieszką Niziurską. Mają trzy córki: Sonię ur.30 VII 1978, Julię ur.13 III 1981 i Martę ur.14 VI 1985.

W okresie VII 1980 - V 1981 odbył służbę wojskową w Łodzi, którą zakończył w stopniu plutonowego podchorążego. Przebywał w jednej jednostce z Modzelewskim, z którym wspólnie, w miarę stwarzanych im możliwości, kontynuowali pracę artystyczną.

W okresie stanu wojennego włączył się w nurt niezależnego ruchu artystycznego. Uczestniczył m.in. w akcji "Walizka", wystawiał i gościł w swojej pracowni wystawy prywatne, brał udział w wystawach kościelnych. Do Gruppy dołączył na drugiej jej wystawie w III 1983 i odtąd stale uczestniczył w jej akcjach i wystawach. Wraz z kolegami współredagował pismo "Oj dobrze już".

W 1982-1985 prowadził wraz z Modzelewskim warsztat ceramiczny, z którym okresowo współpracował też Kowalewski. W X-XI 1984 przebywał wraz z Modzelewskim na stypendium w Niemczech Zach. W połowie 1985 wraz z Woźniakiem rozpoczął prace nad oryginalną polichromią w cerkwi neounickiej w Kostomtotach na Podlasiu. Prace te, przerwane w 1989, pozostają nieukończone.


W półroczu I-VII 1988 pracował na Wydziale Malarstwa ASP w Warszawie jako pełnoetatowy nauczyciel przedmiotu w Pracowni Technologii i Technik Malarskich pod kierunkiem Ryszarda Wojciechowskiego. Pracę tę przerwał po wygaśnięciu umowy.

W X 1991 wraz z Modzelewskim założył prywatną Szkołę Sztuk Pięknych w Warszawie, która od X 1992 zmienita siedzibę i nazwę na Szkotę Sztuki przy Nowym Świecie 35. Jednocześnie wraz z Piotrem Młodożeńcem zajmuje się grafiką reklamową i wydawniczą.

Sobczyk związany jest z Galerią Zderzak w Krakowie, która od wystawy indywidualnej w 1985 zajmuje się promocją, a od 1990 pośredniczy w sprzedaży jego prac.

Sobczyk, Rysunek

* * *

Marek Sobczyk, w przeciwieństwie do większości swoich kolegów z Gruppy, lubi nie kończyć swoich płócien lub przeciwnie - kończy je wielokrotnie, przemalowu-jąc jeden motyw w kilku nakładających się wariantach. Przykładem jest "Boże Narodzenie l" z 1987, które kryje w swych warstwach przynajmniej dwie zamalowane wersje. Innym przypadkiem jest "Stary obraz", którego tytuł jest właśnie ilustracją procederu: na starej kompozycji zaistniała dekoracyjna "przesłona", nie pokrywając jej jednak całkowicie. Proces został przerwany gdy okazało się, że obie warstwy współgrają i tworzą interesującą, choć niezamierzoną jakość malarską. Sobczyk może równie dobrze podjąć i przeredagować dawną kompozycję bez zmiany jej zasadniczych cech, co nadać dawny tytuł zupełnie nowemu obrazowi. Nie ułatwia to systematyzacji jego twórczości, kieruje jednak uwagę na to, co zdaje się takim postępowaniem sugerować sam malarz - że nie komunikowanie treści jest jego głównym problemem. Swą warsztatową biegłość i błyskotliwość wykorzystuje w pełnej skali, budując wielofiguralne i wielostrefowe kompozycje form i barw, których źródłem może być równie dobrze Pismo Święte, jak ciekawostka z "Przekroju", mocne i głębokie przeżycie, jak codzienny epizod, motyw zobaczony we śnie i motyw zobaczony w telewizji. Tym, co łączy wspólnym tonem prace Sobczyka z różnych okresów, jest zmysłowość. Zmysłowość dwojako rozumiana: jako cecha formalna płócien i jako temat - to 'o czym' one są. Dołącza się tu trzeci wspomniany wyżej akcent, niejako ukryty, osobisty - ów sensualny związek malarza z własnymi obrazami, chęć bycia z nimi, prowadzenia niespiesznej "rozmowy", to znowu "zerwań", powrotów itd.

W swym częściowo ocenzurowanym dyplomie zaprezentował Sobczyk kilka prac, które sugestywnie przywoływały aurę, wygląd i nieledwie zapach końca lat siedemdziesiątych: kompleks DTV, blokowiska i polskiego wychodka ("Polnyje Kawaliry Ordiena Stawy", "1 Maja", wydrapany w brudnoróżowej farbie "Orzeł"). W latach 1980-1982 kontynuował ów sensual-no-aluzyjny, wzbogacony o akcenty erotyki nurt malarstwa abstrakcyjnego ("Słońce", "Księżyc", "Kuksanie w", "Ciastko"), śladem przeżyć związanych z wydarzeniami politycznymi jest "Obraz publicystyczny" i nie mniej bezczelna "Gandzia" z 14 XII 1981.


Charakterystyczne dla Gruppy z lat 1982-1984 wątki treściowe, np. "indiański" czy "emblematyczny" Sobczyk nasycał własnymi, oryginalnymi cechami. Więcej w nich dekoracyjnej fantazji i "odlotów" wyobraźni, niż polityki ("Inczu-czuna, Nszo-czi i Winnetou w Krainie Wiecznych łowów", "Palm-szyt", "Człowiek z Fisch"). Następujące w tych latach w twórczości Sobczyka przejście od abstrakcji do narracyjnego malarstwa figuralnego dobrze ilustruje para "Olbrzymek". Wcześniejsza, "16-letnia olbrzymka z Jastrzębia" (1983) mimo przedstawiającego motywu jest ideogramem, w którym istotną rolę gra kształt i zestawienie płaskich pól barwnych (podobne spiętrzenie występuje w obrazie "Smutny i zmęczony wybuch", a w formie jeszcze bardziej sugestywnej, bo zapowiadającej późne lata osiemdziesiąte - w obrazie "Kury dziobią żółty sznurek"). O rok późniejsza "Olbrzymka z Jastrzębia" jest już przedstawieniem figuratywnym w pełni znaczenia tego terminu. Opisana zmiana zaznacza się również w tytułach, które stają się opisującymi obraz zdaniami ("Kobieta pije wodę", "Człowiek dobry pochylający się nad człowiekiem złym", "Pomnik Mickiewicza dla Wilna tonie w Wilii w 1924 roku").

Marek Sobczyk, Adam i Ewa Braun, 1987, 300x180, olej, collage, płótno


W końcu 1984, podczas i po stypendium spędzonym z Modzelewskim w Niemczech, powstają 4 wspólne papiery i indywidualne obrazy, w których jeszcze raz odzywa się echo skłonnej do abstrakcyjnych rozwiązań fazy malarstwa Sobczyka ("Religiósep-failchenschwimmen", "Schóne Mimmel, schóne Rhein", "Keine Mofas").

Lata 1985-1987 to okres, w którym Sobczyk osiągnął syntezę i dojrzały wyraz swych dotychczasowych poszukiwań. Powstało w tym czasie kilkadziesiąt obrazów, które można naturalnie szeregować w grupy, opisywać specimena formy i dociekać ich znaczeń, jednak jest to zadanie na dużo szersze opracowanie. Krótko można zasygnalizować, że podejmuje on w tym czasie wątki historyczno-literackie ("Walka Gombrowicza z Conradem o swoją wybitność", "Bruno Schulz obcina i zakopuje penisa w jamce") , quasi-religijne ("Dobry łotr", "Spodnie Jezusa", "Ewa depcze wielki pępek po urodzeniu Adama") i alegoryczne związane z szeroko rozumianą tradycją i kulturą, również Wschodu ("Koczyk ze złotym uchem Buddy", "Rosa wsiąka w jedwab mych pończoch"). Drugim wątkiem są obrazy związane z bytem ludzkim w jego biologicznych uwarunkowaniach. Zgodnie z nadrzędną cechą jego malarstwa, jaką jest sensualizm, najbardziej sugestywne wyniki osiąga w obrazach eksponujących wątek erotyczny. Erotyka Sobczyka nie polega na eksponowaniu ptciowości, lecz na całej gamie zabiegów czysto malarskich - "zmysłowej" kolorystyce i modelunku ("Hermafrodyta i Androgyne", "Kobieta płonie"), sugestiach czerpanych ze "zwierzęcych" atrybutów i deformacji ("Obraz o namiętności", "Człowiek wystawia psa na palące promienie słońca"), fantazji odniesień znaczeniowych ("Moja żona jako góra ośmiotysięczna").


Listę ikonograficznych wątków tych lat dopełniają własne wersje znanych ujęć z klasyki malarstwa (papier "Saturn pożerający własnego Grzyba", "Ostatni Sąd Pana Jezusa nad Samym Sobą", "Adam i Ewa Braun"). Każda z tych parafraz używa znanych klisz artystycznych dla tym mocniejszego wyeksponowania własnych treści. Aktualizacja wątków religijnych metodą takich zbitek ikonograficzno-treściowych wyznacza bodaj najbardziej interesujący, bo przekraczający prywatne uni-versum artysty cykl obrazów z lat 1987-1988: "Boże Narodzenie l", "Biczowanie Chrystusa", "Ostatnia Wieczerza", "Mleko Maryi i krew Chrystusa", "Ciekawość żółtego pokoju rodziców", "Wielki Piątek, ą tu partyzanci Miłosz i Konwicki częstują siebie papierosami", "Jimmi Mendrix wykurwia z wiostem na deski w Bytomiu").

Marek Sobczyk, Wielki Piątek, a tu partyzanci Miłosz i Konwicki częstują siebie papierosami, 1988, 200x150, olej/płótno


W roku 1988 maluje Sobczyk kilkanaście obrazów wielkiego formatu, z których każdy mógłby być tematem analizy ikonologiczno-psychologicznej. Stoi za nimi ogromne bogactwo wiedzy, percepcji i wyobraźni artysty, których splątane i przemieszane wątki składają się na całość nieodparcie nasuwającą myśl o wizjach sennych ("Według Mrabala", "BHP" - wersja duża, "Tylko jedno życie codziennie w innym kraju totalitarnym", "Co robi ojciec w tym dziwnym przebraniu, co robi syn na tym dziwnym tle" i inne). Pozostaje tajemnicą malarza (zresztą kto wie, czy i dla niego też nie jest tajemnicą) jakich intuicji czy zagubionych tropów myśli są śladem.

Od 1989 Sobczyk znacząco przesuwa akcent swojego malarstwa z treści na stronę czysto wizualną. Jest to proces, jeśli można tu użyć takiego porównania, dogasania choroby. Jej "objawy" tracą siłę, ciągłość i głębię zastępują wyodrębnione nawroty, gorączka opada. Malarstwo Sobczyka, pozostając tajemnicze i niedookreślone, staje się bardziej dekoracyjne, płaskie ("Kynokefalia", "Miasta", "Ikona hotelowa", "Mke Wua", "Ojcobójca"). Z czasem wchodzi w fazę ornamentalną ("Kury i koguty", "Kobiety rodzą, liście srają").


Ostatnie dwa lata w twórczości Sobczyka to okres kontynuacji, czerpania z tych rejonów wiedzy, fantazji i plastycznej wyobraźni, które łapczywie i pospiesznie spenetrował w 1988-1989 roku. Teraz je "smakuje", podejmuje na nowo i przeredagowuje dawne wątki ("Dionizos", "Plakat", "Evdokimow"). Dodaje też nowe fascynacje, niezmiennie jednak związane z biologiczną, zmysłową stroną życia, której symbolem jest dlań zwierzę i tajemnica płodności (cykl "O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt", obrazy z symbolami genetyki Mendla).


Marek Sobczyk, Kobieta płonie, 1986, 90x180, olej/płótno


historia gruppy | zafryki | szkoła sztuki | wystawy
teksty | MAIN PAGE | e-mail