Z pamietnika jelenia (newbie - przyp. aut.) czyli jak radzilem sobie z gnomami.


 Gryzac, dlubiac i kopiac w skale... Udalo mi sie w koncu. Wlazlem w cos,
zjechalem czyms... Bec! Wyturlalem sie gdzies...
Zaraz przy wejsciu naskoczylo na mnie jakies ryczace, czterokopytne 
stworzenie. - Ty glupi osle! - zakrzyknalem z oburzeniem, nie rozmijajac 
sie z prawda ani o wlos. Na wszelki wypadek odszedlem troche dalej, coby 
mnie duren nie rozdeptal. Rozejrzalem sie nieufnie w okolo. Brr... Ciemno,
mokro, zimno. - To jednak przechlapane, byc gnomem. Ciekawe, jak wygladaja 
ich kobiety??? A wlasciwie nieciekaweee... -  Tak radosnie i swobodnie 
krazyly moje mysli, kiedy usilowalem nabazgrac cos w rodzaju mapy tego 
przeuroczego miejsca. Nie jest to wcale takie proste, kiedy trzyma sie 
miecz w jednej lapie, a tarcze w drugiej. Ale wypuscic nie wypada. 
To taki zwyczaj w tym swiecie, zeby lazic wszedzie z obnazona bronia. 
Nie, zeby to bylo potrzebne, nie, nie... Jeszcze by kto pomyslal, 
ze tu jest niebezpiecznie, albo co? Skad! Ten swiat zapelniony jest 
wylacznie dobrodusznymi stworzeniami, ktore wychodza do wszystkich 
z sercem na dloni... Po prostu zwyczaj.
Tak wiec ide sobie spacerkiem, powoli i spokojnie, z oczami dookola glowy, 
wypatrujac, czy zza rogu nie wyleci przypadkiem jakas pszczolka czy 
motylek, tudziez robaczek swietojanski, ktorego trzeba bedzie kontrolnie 
rozchlastac na pol. Z drugiej strony, zerkam na mape i za siebie, 
zeby wiadomo bylo, gdzie uciekac, jakby wyskoczylo cos wiekszego...
A tu tylko gnomy i gnomy. Gadaja CosDoSiebieKompletnieBezSensu...
Usiluje cos zagadnac to do jednego, to do drugiego... A te gnojojady 
ciemnoskore zupelnie mnie ignoruja! 
- To sie nie godzi! - Pomyslalem sobie - Ja przeciez jestem Wielkim 
i Poteznym (swiezo upieczonym) APPRENTICEM ! A wy mnie tak lekcewazycie! 
O parszywe czarnuchy! Ja wam pokaze! 
Tak wiec, przydybalem takiego jednego malego w ciemnym kacie. Obejrzalem 
go sobie dokladnie, stwierdzajac, ze nie ma broni i wykazujac wlasciwa 
sobie brawure i hart ducha, wyzwalem go na pojedynek na udeptana ziemie.
To znaczy, dokladnie rzecz biorac...Nie bedac calkiem pewien, czy mnie 
zrozumie...Podszedlem cichutko i zadalem kontrolne uderzenie w tyl glowy, 
wkladajac w to cale serce, cialo i dusze...Jak sie nie wykopyrtnie nogami 
z dolu do gory! He, he! Cos tam jeszcze probowal pokrzykiwac, merdajac 
radosnie odnozami, ale ja, wiadomo, czlowiek litosciwy, szybko skrocilem 
jego meki, aplikujac niezawodne lekarstwo w postaci jednego metra 
polerowanej stali. Uff... Otarlem drzace ze zdenerwowania i mokre od potu 
rece. - Ale jestem Wielki! Sam pokonalem w rownej walce takiego 
Straszliwego Stwora!
Zachecony sukcesem, postanowilem poszukac nastepnego gnoma kontaktowego...
Tym razem bylo ich dwoch. - Co tam dwoch! - Wzruszylem ramionami, zrecznie
wbijajac jednemu z nich miecz w oko. Chyba go zabolalo, bo zaczal 
wrzeszczec w nieboglosy, ze go bije. - Oops! Sorry! - odrzeklem 
przekrecajac miecz dwa razy wokol osi. Jego kolega chyba sie przejal, 
bo zamiast stac i czekac, az przyjdzie jego kolej, z wrzaskiem opuscil 
nasze szlachetne towarzystwo...
Ogladam sobie tego niewidomego, ktory wyraznie zaslabl, bo lezy na ziemi 
jak niezywy. Zawsze mozna by mu jakos pomoc, na przyklad odciazajac 
kieszenie... A tu jego kolega wbiega z powrotem. 
- O! Steskniles sie! - mrucze blogo, biorac zamach mieczem w radosnym 
gescie powitania... Niestety, w slad za nim z ciemnego korytarza 
wybiega jeszcze trzech kolesiow kurdupli, wywijajac mlotkami.
- Milo bylo was poznac! - wrzeszcze ewakuujac sie pospiesznie
na z gory upatrzone pozycje. Ale sa chyba spragnieni dialogu, bo leca 
za mna jak wariaci, pozdrawiajac mnie mlotkami. Do tego jest ich coraz
wiecej i wiecej... Co za towarzyskie plemie!
Jeszcze przez jakis czas zwiedzalem ich przeurocze jaskinie w doborowym 
towarzystwie, zbierajac pozdrowienia... Az w koncu podjalem decyzje - 
- postanowilem odwiedzic jeszcze jednego, dobrego, starego przyjaciela...

...YOU DIE...

                                  ***

Motto dla mlodych gnome-killerow:
Pamietajcie, ze ze wszystkich mozliwych rzeczy do zrobienia, w niektorych 
przypadkach jest tylko jedna, jedyna, najlepsza ... QUIT
Valandil


genesis Back to Genesis Club Page