|
|

PERSPEKTYWY
Opr. Lidia Jastrzębska
Studia na rynku
Jak uczelnie ekonomiczne reagują na zmieniające się potrzeby rynku pracy, w jakim profilu powinny kształcić - w szerokim akademickim czy węższym specjalistycznym? - Z takim pytaniem "Persektywy" zwróciliły się do rektorów państwowych uczelni ekonomicznych.
W rozmowie wzięli udział (siedzą od lewej): prof. dr hab. Tadeusz Grabiński - rektor Akademii Ekonomicznej w Krakowie; prof. dr hab. Marek Rocki - rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie; prof. dr hab. Jan Wojtyła - rektor Akademii Ekonomicznej im. Karola Adamieckiego w Katowicach, przewodniczący Konferencji Rektorów Uczelni Ekonomicznych; prof. dr hab. Emil Panek - Akademii Ekonomiczna w Poznaniu; prof. dr hab. Marian Noga - rektor Akademii Ekonomicznej im. Oskara Langego we Wrocławiu.
Perspektywy: - Czy państwowe uczelnie ekonomiczne potrafią właściwie kształcić dla potrzeb rynku pracy?
Emil Panek: - W ciągu ostatniego dziesięciolecia byliśmy zmuszeni do stworzenia takiego programu kształcenia na uczelniach ekonomicznych, który natychmiast, z marszu, reaguje na rynek. I wydaje się, że do realizacji takiego modelu już doszliśmy. Na naszych oczach pojawiają się i zanikają kierunki kształcenia, co jest prostą reakcją na popyt kreowany na określone kierunki studiów lub przejawem nasycenia rynku specjalistami z określonych specjalności. Na przykład jeszcze dwa, trzy lata temu było duże zainteresowanie zarządzaniem i marketingiem, co spowodowało rozrost tych kierunków kształcenia nie tylko na uczelniach ekonomicznych, ale także na politechnikach, uczelniach pedagogicznych... W rezultacie doprowadziło to do nadmiaru specjalistów (nie oceniam ich poziomu) i spadku zainteresowania tymi kierunkami. Doszło do tego, że zdarza się więcej ofert obsługi dydaktycznej na niektórych specjalnościach, szczególnie na seminariach magisterskich, niż studentów nimi zainteresowanych.
Wzrasta natomiast zainteresowanie ubezpieczeniami gospodarczymi i specjalnościami, które jeszcze kilka lat temu traktowano z dystansu, jak finanse publiczne, administracja publiczna, co jest oczywistym efektem polskich reform gospodarczych. Wraca do łaski handel międzynarodowy i - co mnie szczególnie cieszy, bo pokazuje jak ogromnie elastyczny stał się rynek edukacyjny - nastąpiło gwałtowne zainteresowanie informatyką i ekonometrią. Stało się to natychmiast po zasygnalizowaniu przez kanclerza Schrodera, że Niemcy przyjmą do pracy 40 tys. informatyków.
Marek Rocki: - Słyszałem nieoficjalną informację, że nie chodzi o 40 tys. ale o 200 tys. informatyków, ale Schroder bał się o tym głośno powiedzieć...
Emil Panek: - Prezydent Clinton także publicznie mówi o setkach tysięcy informatyków potrzebnych w Stanach Zjednoczonych. Efekt jest taki, że w mojej uczelni trzykrotnie wzrosło zainteresowanie tym kierunkiem, obserwuję wręcz rozkwit informatyki, która zawsze należała do tych elitarnych, bo nie jest łatwym kierunkiem.
Na pewno nauczyliśmy się elastycznego reagowania na potrzeby rynku, na pewno działamy jak profesjonalne przedsiębiorstwa, które dostosowują swoją podaż do popytu na rynku. Czy to jest szczyt naszych możliwości? Na pewno nie...
Tadeusz Grabiński: - Sądzę, że dotychczas reagujemy jedynie na pewne mody, tendencje, na pewne oczekiwania rynku i wyobrażenia studentów o tym, gdzie mogą być atrakcyjne miejsca pracy, co nie zawsze pokrywa się z rzeczywistością. Myślę, że naszą wadą jest brak aktywnej postawy w zakresie uświadamiania studentom, że w bankowości, czy w marketingu nie będzie tyle miejsc pracy, ile osób w całym kraju wybiera tę specjalność... Sądzę zatem, że powinniśmy bardziej uświadamiać studentom tendencje na rynku pracy, które mogą być w najbliższych latach obserwowane.
- Reakcja na bieżące potrzeby rynku, kształcenie w poszukiwanej, ale wąskiej specjalności może być pułapką, ograniczeniem w wykształceniu, które powinno stanowić podstawę do całego zawodowego życia. Czy nie zachodzi sprzeczność - bieżące potrzeby rynku a perspektywiczne potrzeby absolwenta uczelni ekonomicznej? Jak na to odpowiadają uczelnie ekonomiczne?
Pięć państwowych uczelni ekonomicznych (Akademia Ekonomiczna w Katowicach, Akademia Ekonomiczna w Krakowie, Akademia Ekonomiczna w Poznaniu, Akademia Ekonomiczna we Wrocławiu oraz Szkoła Główna Handlowa w Warszawie) powołało w grudniu 2000 r.
Fundację Promocji i Akredytacji Kierunków Ekonomicznych.
Główny cel - jakim jest promowanie wysokich jakościowo standardów nauczania - fundacja zamierza realizować m. in. poprzez monitoring i opiniowanie ofert naukowo-dydaktycznych jednostek kształcenia ekonomicznego, opracowywanie wzorcowych programów nauczania, tworzenie dla instytucji edukacyjnych warunków wzajemnej uznawalności planów i programów nauczania, prowadzenie list rankingowych instytucji edukacyjnych.
Marek Rocki: - Akademicki charakter naszych uczelni - to nasza odpowiedź. Uczelnie niepubliczne w większości kształcą na poziomie licencjatu i przygotowują do konkretnego zawodu. My z założenia dajemy bardzo szerokie i jednocześnie głębokie podstawy, aby można było w przyszłości zmieniać zawód albo dostosowywać się do rynku pracy za dwadzieścia, trzydzieści lat.
Jan Wojtyła: - To bardzo istotne pytanie - jak powinny kształcić uczelnie akademickie? Rozpatrując problem - jak reagować na rynek pracy - trzeba to widzieć w długiej perspektywie, także przez pryzmat europejskiego rynku pracy. Nie ulega wątpliwości, że ta swoboda przepływu zasobów pracy, już dzisiaj zapisana w Europejskiej Karcie Socjalnej, stanie się standardem w przyszłości, a zatem, moim zdaniem, trzeba mówić o rynku pracy w wymiarze europejskim. Pojawiają się nowe problemy, które trzeba dostrzegać z wyprzedzeniem; kiedy to nastąpi i jak nasi absolwenci odnajdą się na tym rynku. Są to pytania, nad którymi uczelnie akademickie muszą pochylić się z całą odpowiedzialnością za losy przyszłych absolwentów.
Oczekiwanie, że uczelnie będą natychmiast reagować na doraźne impulsy rynku jest bardzo ryzykowne. Na europejskim zjeździe rektorów w Krakowie rektor Uniwersytetu w Tartu (Estonia) przestrzegał przed "macdonaldyzacją" uczelni akademickich i całej edukacji. Konieczne staje się odróżnienie roli uczelni zawodowych od uczelni akademickich. Uczelnie zawodowe powinny uczyć sprawności zawodowych, ale nie ulega wątpliwości, że dotyczy to krótkiego okresu czasu. Przykłady europejskie wskazują na to, że w ciągu życia zawodowego zmienia zawód się kilka razy. Ważna zatem staje się kwestia, jaki warsztat student wynosi z uczelni; czy będzie umiał reagować na zmieniające się scenariusze układu ekonomicznego czy społecznego w przyszłości. Czyli - bardziej trzeba położyć nacisk na warsztat niż na przekazywanie konkretnych informacji, których aktualność jest ograniczona. Dzisiaj dobry student prawa nie kodeks powinien mieć w głowie, ale głowę w kodeksie, powinien umieć posługiwać się ogromną ilością informacji. To jest rola warsztatu i do takiego kształcenia powołane są uczelnie akademickie.
Marian Noga: - Często zastanawiamy się jaka powinna sylwetka absolwenta uczelni ekonomicznej. We Wrocławiu odpowiadamy w ten sposób - to musi być człowiek, który może być zarówno biznesmenem, jak i menedżerem, działać na własny rachunek i podejmować ryzyko ekonomiczne, albo pracować na cudzy rachunek, ale pokazać swój profesjonalizm. Staramy się o to, żeby tak kształcić...
Marek Rocki: - To jest bardzo ważne stwierdzenie i taki cel został postawiony przed dyskusją, jaka ma się odbyć na Kongresie Ekonomistów Polskich w sekcji związanej z edukacją ekonomiczną. Bo pytania są dwa - po pierwsze: jak uczelnie wyższe przygotowują swoich absolwentów do zachowania na rynku pracy? Po drugie: jak przygotowują ich do kreowania rynku pracy? Bo menadżerowie mogą stworzyć swoje własne przedsiębiorstwa, albo uczestniczyć jako osoby wchodzące w to, co już istnieje.
Marian Noga: - Natomiast jeżeli chodzi o kształcenie na kierunkach i specjalnościach, to muszę dodać, że nie tylko na rynku europejskim i amerykańskim brakuje informatyków. Przy okazji wizyty parlamentarnej dowiedziałem się, że Arabia Saudyjska też potrzebuje informatyków. Coś się stało na globalnym rynku pracy z tą profesją...
Marek Rocki: - Takim symptomem była niedawna wizyta w SGH wiceprezesa Microsoftu - Jeffa Raikese'a, który teoretycznie przyjechał prezentować swoją firmę, po czym zaczął zachęcać studentów SGH do... podejmowania u nich pracy. Po prostu przyjechał zrobić rekrutację.
Jan Wojtyła: - Chciałbym zwrócić uwagę, że akademickie uczelnie ekonomiczne, w tym Akademia Ekonomiczna w Katowicach, wykorzystują ECTS (Europejski System Transferu Punktów), co daje możliwość dokonywania wyborów, studiowania na różnych uniwersytetach i kreowania własnej ścieżki życiowej dzięki programom europejskim, zwłaszcza Socratesowi (w tej chwili ponad 100 studentów AE Katowice studiuje na uczelniach zagranicznych). To jest recepta na kształcenie dla przyszłości - stwarzanie możliwości indywidualizowania programu studiów, kreacja procesu kształcenia w ramach europejskiego domu akademickiego (co dziś brzmi może trochę górnolotnie, ale jutro stanie się codziennością). A więc - dawać szanse, nie zwalniać studenta od odpowiedzialności i uświadamiać, że sam będzie ponosił skutki braku własnej przezorności. Bo jeżeli wybierze szkołę, w której w krótkim czasie uzyska "kwit na uczoność" w postaci dyplomu magisterskiego (są uczelnie prywatne, w których taki dyplom można uzyskać bardzo szybko), to może nie ominąć go problem bezrobocia. Konfrontacja kwalifikacji potrzebnych na rynku z kwalifikacjami faktycznymi może okazać się dramatyczna.
Przy okazji trzeba wspomnieć o wielkiej misji uczelni akademickich rozwijania studiów podyplomowych, które pozwolą absolwentom utrzymać kreatywność zawodową w zmieniającym się otoczeniu.
- Trudno pominąć problem konkurencji. Czy państwowym uczelniom ekonomicznym zagraża niezwykły rozkwit niepaństwowych uczelni ekonomicznych?
Emil Panek: - Z przedstawionych przez nas argumentów wynika, że nie zagrażają. Wszyscy mamy na ten temat jednoznaczny pogląd, tym niemniej problem równoległego istnienia uczelni i modelu kształcenia na tych uczelniach istnieje, zwłaszcza tego, czy chodzi o wykształcenie absolwenta o charakterze uniwersyteckim, czy zawodowym?
Zdecydowanie jesteśmy za akademicką formą studiów, ale także jesteśmy pod silną presją, wręcz lobbingiem wąskiej specjalizacji. Bo po pierwsze profesorowie, pracownicy uczelni są przyzwyczajeni do swoich bardzo wąskich specjalizacji i łatwiej jest im prowadzić ten typ zajęć. Po drugie Đ wszyscy o tym wiemy, że istnieje wieloetatowość, zatem łatwiej jest powielać te same wąsko wyspecjalizowane przedmioty w różnych uczelniach, niż wykłady typu ogólnokształcącego, o charakterze fundamentalnym. Z tym problemem mamy do czynienia na co dzień, chociaż jesteśmy zdecydowani na doskonalenie akademickiego charakteru uczelni.
No i dochodzimy do sprawy konkurencji ekonomicznych szkół niepaństwowych, które rozrastają się jak grzyby po deszczu. W poznańskim środowisku liczba szkół niepaństwowych przekroczyła liczbę państwowych. To są znaki czasu i powoduje, że powstaje nowa rzeczywistość, z która musimy się liczyć. Nie jestem wojującym rektorem (sądzę, że koledzy też), który wypowiada wojnę niepaństwowym. Jestem za regułą synergizmu, współpracy, ale na zasadach wzajemnego poszanowania oraz uznawania miejsca i rangi, każdej z instytucji.
Marian Noga: - Mamy naturalną przewagę konkurencyjną wynikającą z posiadania od dawna uprawnień magisterskich, które bardziej liczą się w naszym społeczeństwie niż licencjat. Ale to nie znaczy, że możemy spać spokojnie, musimy dbać o jakość kształcenia ekonomicznego. To był zresztą jeden z najważniejszych celów założonej przez nas, czyli państwowe uczelnie ekonomiczne - Fundacji Promocji i Akredytacji Kierunków Ekonomicznych.
Jan Wojtyła: - Kandydaci powinni być lepiej zorientowani co do ich szans edukacyjnych. To wymaga precyzyjnego zdefiniowana roli uczelni zawodowych i akademickich. Ważne jest, aby informacje o możliwościach i warunkach studiowania trafiały również pod strzechy. Bardzo aktywny marketing w pogoni za studentem prowadzony przez uczelnie niepaństwowe wprowadza pewne zamieszanie. Uczelniom akademickim podejmowanie działań reklamowych po prostu nie uchodzi. Czy można mówić o konkurencji, gdy na dobrą sprawę w tych szkołach pracują nasi wykładowcy lub osoby, które zmieniły swoją specjalność, na przykład z politologii na zarządzanie... Jest to powód do niepokoju, są bowiem profesorowie pracujący na dziesięciu etatach, w czym upatruję bardziej problem moralny, bo o sprawności dydaktycznej nie może być mowy.
Jeżeli mówimy o jakości, oznacza to inwestowanie w kadrę naukową uczelni. Muszą oni zaistnieć na rynku badań naukowych, budować silne związki z otoczeniem europejskim - to będzie decydować o randze uczelni i jej poziomie. Po nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym zapisy dostosowujące do standardów europejskich pozwalają na tworzenie uczelni zagranicznych w Polsce. Możemy już dzisiaj mówić o europejskim rynku edukacyjnym. Sądzę, że z naszymi prawie dwustoma niepaństwowymi uczelniami ekonomicznymi, które funkcjonują obniżając poziom wyższego wykształcenia ekonomicznego, możemy "zostać na peronie", biorąc pod uwagę postęp, jaki dokonuje się w zakresie badań w naukach ekonomicznych. Patrzę na to z najwyższym niepokojem, żebyśmy nie ośmieszyli systemu szkolnictwa wyższego w obszarze ekonomicznym. Stąd akredytacja jest sprawą o podstawowym znaczeniu. Idea Fundacji, którą zawiązaliśmy w połowie grudnia 2000 r., wynika z misji akademickich uczelni ekonomicznych, które także ponoszą odpowiedzialność za istniejący stan edukacji.
I jeszcze jedna uwaga - dzisiejsi studenci są bardzo zaradni. Jeśli ktoś na czwartym czy piątym roku nie założył własnej firmy albo nie pracuje, to już przeżywa frustrację. To bardzo dobry znak. Edukacja jest kluczem do rozwiązania wielu polskich (i nie tylko) kwestii społecznych i gospodarczych.
- Dziękujemy za rozmowę.
Rozmawiała Lidia Jastrzębska
|