Wykonany w 1953 roku Gad 500 był pierwszą polską próbą stworzenia tak zwanego mikrosamochodu, czyli czegoś pomiędzy prawdziwym samochodem a skuterem. Autko przypominało swymi kształtami angielskiego MG TC, wyposażone było w silnik z łodzi motorowej, który z 496 ccm "wyciskał" 23 KM. To, że silnik pochodził z pojazdu pływającego, nie czyniło jednak z Gada samochodu o własnościach wehikułu Pana Samochodzika.

Był on następnym prototypem roku 1953. Jego wygląd przywoływał na myśl
amerykańskie kombi, tyle że był od nich dużo mniejszy. Według założeń, miał być
czymś pomiędzy osobówką a furgonetką. W tylnej części nadwozia zastosowano
metalowo-drewnianą konstrukcję, zwieńczoną niewielkimi płetwami. Rozkładane
tylne siedzenia w wersji osobowej, czyniły z Pioniera samochód zdolny do
przewozu większych przedmiotów (np. lodówki). Tylna część nadwozia mogła być
innego typu - na przykład pick-up. Silnik dwusuwowy, dwucylindrowy o pojemności
500 ccm i mocy 23 KM, umieszczony był z przodu i napędzał koła przednie .



W
1956 oku powstał prototyp unowocześnionej Warszawy M20U . Zmiany objęły silnik
oraz stytlistykę nadwozia. W skrzyni biegów zastosowano nadbieg. W silniku
zwiększono stopień sprężania mieszanki, co zaowocowało wzrostem mocy maksymalnej
do 60 KM (44 kW) i maksymalnego momentu obrotowego do wartości 127 Nm
(standardowy silnik miał 50 KM i 122 Nm). Dzięki tym operacjom, samochód był w
stanie rozpędzić się do 132 km/h. Zmodyfikowano też układ hamulcowy. Jeśli
chodzi o nadwozie, to spłaszczono maskę, nad reflektorami zamontowano chromowane
daszki, zmieniono kształt kratki wlotu powietrza, w której zainstalowano
dodatkowy, środkowy reflektor, zmieniono przednia szybę na jednoczęściową,
zmieniono kształt tylnych błotników oraz lamp. Samochód
mimo atrakcyjnego
wyglądu oraz dobrych właściwości jezdnych nie wszedł do produkcji, a jedyny
prototypowy egzemplarz nie doczekał do czasów współczesnych. Szkoda.
Drugim
prototypem zbudowanym w tym okresie była Warszawa M20F (furgon) zbudowana w
Jelczańskich Zakładach Naprawy Samochodów . Pojazd ten zbudowano,
bo w zakładzie brakowało sanitarki i nie było wówczas dostępnego na rynku
takiego samochodu. Fabryka na Żeraniu nie zdecydowała się na wdrożenie do
produkcji tej odmiany Warszawy, zrobiono to później, ale w oparciu o inny
projekt.
W 1956 roku w związku ze skreśleniem z listy eksportowej sprzętu wojskowego,
który w postaci obowiązkowego haraczu wysyłaliśmy do ZSRR, w niektórych
fabrykach powstały luzy produkcyjne. Ta sytuacja pociągnęła za sobą pytanie,
jakim produktem "zapchać" rezerwy. Problem ten dotyczył przede wszystkim
zakładów W Łabędach - dzielnicy Gliwic. Tak więc pomysł, aby na śląsku uruchomić
produkcję małego, popularnego samochodu, był strzałem w dziesiątkę. Trzy razy
pięć - takie były wstępne założenia: masa 500 kg, silnik o pojemności 500 ccm,
zużycie paliwa 5 litrów na 100 km. Powołany komitet budowy pojazdu skupiał
czołowych polskich inżynierów i projektantów z tej dziedziny. Tak więc była
szansa aby w Łabędach zamiast czołgów T-54 produkować Brzdąca, bo taką wymyślono
nazwę dla samochodu. Projekt silnika wykonał Fryderyk Bluemke. Z pojemności 500
ccm jednostka osiągała moc 25 KM przy 4500 obrotów na minutę. Inżynier Stanisław
Łukawski zaprojektował nadwozie typu kombi , gdyż dawało to
najlepsze zagospodarowanie powierzchni małego
auta. Wszystkie projekty były
gotowe i można było wdrażać autko do produkcji. Resort Przemysłu Maszynowego
zakładał jednak produkcję samochodu osobowego wyłącznie w Warszawie. Osoby
zaangażowane w projekt, otrzymały odgórny prikaz wycofania się. Brzdąc pozostał
jedynie w pamięci i niewielu dokumentach.

P80 był najprostrzym z piątki prototypów, jakie ujrzały światło dzienne w 1957 roku. Jego prezentacja miała miejsce w Katowickim Pałacu Młodzieży. Auto było pozbawione dachu i drzwi, miało tylko trzy koła. Masa pustego "samochodu" to 190 kg. Silnik początkowo pochodził z motocykla WFM, miał pojemność 250 ccm i moc 12 KM, później zastąpiono go jednostką z Jawy 250. Silnik napędzał koło tylne. Autko całkiem żwawo rozpędzało się do 75 km/h i spalało 3,5 litra na 100 km, był więc dość dobry do miasta. Jego podstawową wadą była niewielka ładowność - tylko 150 kg. Trzeba więc było dokładnie liczyć łączxną wagę dwóch pasażerów i bagaży przed przejażdżką.



Smyk
był większy niż P80. Wchodziło się do niego przez drzwi znajdujące się w
przedniej ścianie nadwozia . Umiejscowiony z tyłu
jednocylindrowy czterosuwowy silnik pochodził z motocykla WFM Junak, miał
pojemność 349 ccm i 15 KM mocy przy 5500 obr/min. Rozpędzał auto o masie własnej
470 kg do 70-80 km/h i spalał około 5 litrów paliwa na 100 km. Był
to samochód 2-osobowy z dodatkową ławeczką dla dwojga dzieci lub dorosłej
osoby. Ciekawie rozwiązano skrzynię biegów - była czterobiegowa, bez wstecznego,
ale autko miało również przekładnię zwrotną (czyli 4 biegi do tyłu i do
przodu).Jego produkcję planowano w Szczecinie.
"Koncepcja Smyka nie
miała przyszłośći, z racji jego konstrukcji pasażerowie byli niezwykle narażeni
na czołowe zderzenia"
- ocenił dyrektor do spraw konstrukcji w Ośrodku
Badawczo Rozwojowym Samochodów Małolitrażowych "BOSMAL" - mgr.inż. Jerzy Rebajn.




Meduza
była elegantszym, w pełni czteroosobowym wariantem Mikrusa . Kształtami przypominała
skandynawską piekność - Fuldamobil, jednak w jej wnętrzu panował taki sam jak w
Mikrusie nastrój. Mówiąc krótko było ono paskudne i nienowoczesne. Dwusuwowy,
jednocylindrowy silnik o pojemności 300 ccm i mpcy maksymalnej 15KM, uzyskiwanej
przy 5000 obrotach na minutę, umieszczono z tyłu samochodu. Pozwalał on na
rozpędzenie ważącego 400 kg samochodu, do 80 km/h. Mały bagażnik w Meduzie
znajdował się z przodu i dostęp do niego był przez owalną klapkę. Mimo
konstrukcji doskonalszej od Mikrusa, Meduza nie znalazła się w produkcji
seryjnej. Powody były dwa - finanse i to, że sylwetka samochodu nie spodobała
się "władzom".
W Warszawskiej Fabryce Motocykli w 1958 roku, równolegle z pracami nad
skuterem OSA, powstał pomysł przygotowania 4-kołowego, kabinowego skutera.
Wykonano pięć prototypów pojazdu o nazwie "Fafik" . Kanciaste autko
przypominało jednoosobową kapsułę międzyplanetarną. Jednocylindrowy, chłodzony
powietrzem silnik dwusuwowy o pojemności 148 ccm i mocy maksymalnej 6 KM
umieszczono z tyłu. Napędzał on tylne koła za pośrednictwem 3-stopniowej skrzyni
biegów oraz łańcucha. Ten niewielki silniczek rozpędzał "Fafika" do 70 km/h,
jednak autko paliło dość dużo benzyny bo 4,6 litra na 100 km, co zbliżało go do
poziomu aut większych. Masa własna samochodu to 270 kg, a ładowność 200 kg. Auto
nie zostało wprowadzone do produkcji, mimo poparcia ze strony dyrekcji, gdyż
fabryka nie była w stanie przygotować do produkcji dwóch pojazdów jednocześnie
(Osy i Fafika).



W 1960 roku, w Biurze Konstrukcyjno-Doświadczalnym FSO zakończono pracę nad
prototypem Syreny Mikrobus, która mogła zabrać na pokład 7 osób (minivan?) lub
chorego w wersji "sanitarka". Mikrobus oparty był na podwoziu i podzespołach
zwykłej Syreny, a nadwozie, zaprojektowane przez inż. Nawrota, zbudowano w
oparciu o szkielet z listew. Przekonstruowane tylne zawieszenie, zapewniało
sporą ładowność oraz płąską podłogę w całkiem sporym bagażniku. Jednak żaden
zakład nie podjął się wytwarzania tego samochodu, choć było zapotrzebowanie na
tego typu pojazdy.
Oprócz minivana powstały też różne prototypy Syren w
wersji kombi .





1
maja 1960 zaprezentowany został prototyp sportowej odmiany Syreny z nadwoziem z tworzyw
sztucznych i silnikiem czterosuwowym typu bokser. Dwudrzwiowe, dwumiejscowe
nadwozie zaprojektował inż. Cezary Nawrot, silnik skonstruował inż. Władysław
Skoczyński. Prace nad Syreną Sport trwały trzy lata, miał to być polski Triumph
Spitfire. Prototypowy silnik typu bokser, skonstruowany na bazie silnika z
motocykla Junak, miał pojemność 750 ccm i rozwijał moc 35 KM (25.76 kW).
Samochód, w Europie zachodniej uważany był za najpiękniejsze auto zza "żelaznej
kurtyny".

Z początkiem lat sześćdziesiątych ruszyły prace projektowo-konstrukcyjne w
Biurze Konstrukcyjnym Przemysłu Motoryzacyjnego w
Warszawie pod kierownictwem dr
inż. Edwarda Lotha. Projektowany samochód miał być następcą Syrenki. Auto miało
być nowoczesne i niedrogie. Wzorowano się na Renault Dauphine , dlatego zdecydowano
się na tylny układ napędowy. Opracowano też serię czterocylindrowych silników
S-700, o pojemności skokowej 977 cm3 i całkiem sporej mocy
maksymalnej 40-60 KM (29,5-44 kW). W prototypie alfa, silnik S-701 umieszczono
wzdłużnie nad tylną osią .
W
1962 roku wykonano prototypowe nadwozie bety , było dwubryłowe, czyli
była to pierwsza w świecie kombilimuzyna (Renault 16 wcale nie był pierwszy w
1964 roku ;). Silnik S-702 umieszczony był wzdłużnie nad osią przednią i
napędzał koła przednie, rozwijał moc 43 KM.


Podobny
do Bety, ale nieco większy . Miał być napędzany
widlastym silnikiem S-704, którego jednak nie skonstruowano i do prtotypu
włożono motor z seryjnej Syreny. Na atrapie chłodnicy tego prototypu umieszczono
nic nieoznaczający napis TUC, aby jeżdzący samochód miał jakąś markę.




W
1964 roku na podstawie wcześniejszych prototypów (alfa, beta i delta) powstała
Syrena 110
- kombilimuzyna autorstwa inż. Andrzeja Zgliczyńskiego. Miała ona niezależne
zawieszenie i samonośne nadwozie typu hatchback (w tym samym roku ukazał się
pierwszy hatchback Renault 16). W Syrenie 110 można było umieścić kilka różnych
czterosuwowych jednostek napędowych. Do mankamentów pojazdu należały przesuwane
boczne szyby, spartańska deska rozdzielcza, długi drążek skrzyni biegów, mała
ilość miejsca na głowę i płytki bagażnik, który miał za to niską krawędź
załadunku. Dokumentacja była zamknięta i można było rozpocząc produkcję, jednak
wykonano tylko 20 sztuk tych samochodów, które stały się dowodem na tezę, że
Polak potrafi. Gdyby Syrena 110 weszła do produkcji mogłaby stać się rarytasem
na światową skalę i spokojnie sięgnąć po laury w konkursie na samochód roku. Do
produkcji nie doszło gdyż FSO podpisała kontrakt z Fiatem na montaż Fiatów 125p,
a poźniej także 126p.


Początek lat sześćdziesiątych, były to czasy, kiedy wolno już było mówić, że
Warszawa "garbuska" albo jak ktoś woli "babka", której konstrukcja jest z lat
trzydziestych a stylistyka z czterdziestych, jest samochodem przestarzałym. Gdy
zabierano się do pracy nad następcą Warszawy, zdawano sobie sprawę, że w Polsce
nie mamy wystarczającej liczby osób aby zaprojektować nowoczesny samochód od "a"
do "z", więc trzeba było albo zamówić projekt zagranicą, albo "zerżnąć" autko od
kogoś, wybór padł na Forda Falcona. Postanowiono, że wykonane zostanie lustrzane
odbicie osprzętów silnika oraz nadwozie zaprojektuje się od nowa. Chodziło o to,
żeby od razu nie było widać że to kopia. Jednak Sprawa się komplikowała, gdyż w
Polsce robiono całą masę detali w innych standardach (sprężyny, druty, łożyska).
Pomysł z kopiowaniem Falcona upadł, ale nadal prowadzono prace przy
projektowaniu samochodu dla administracji - Warszawy 210 . Pojazd miał być
sześcioosobowy. Kierownikiem zespołu konstrukcyjnego był inż. Mirosław Górski, a
szefami głównych grup konstruktorskich inżynierowie: Zdzisław Glinka (silnik),
Jerzy Roman (podwozie), Stanisław Łukaszewicz (nadwozie). Kanciasty, ale
nowoczesny jak na owe czasy samochód miał być napędzany dwoma silnikami. Nie ma
zgodności co do tego ile było prototypowych egzemplarzy, czy były dwa, czy jeden
. Z całą pewnością powstały dwie wersje nowych silników, które miały napędzać
Warszawę 210. Podstawowy sześciocylindrowy o pojemności 2,5 l i mocy 85 KM przy
4200 obr/min oraz ekonomiczny czterocylindrowy - 1,6 l o mocy 57 KM przy również
4200 obr/min. Nowoczesne, samonośne nadwozie zawieszono z przodu na kolumnach
McPhersona, wahaczach poprzecznych i sprężynach śrubowych. Z tyłu zastosowano
półeliptyczne resory piórowe. Napęd przenoszony był poprzez sterowane
hydrauliczne sprzęgło i czterostopniową skrzynię biegów na sztywny tylny most z
hipoidalnym mechanizmem różnicowym. Koła miały średnicę 14 cali. Prototyp ważył
1200 kg, czyli o 120 kg mniej niż warszawa 203. Był ciemnozielony, miał szyby z
pleksi, a pod maską sześciocylindrowy silnik. Model z większym silnikiem osiągał
podobno prędkość 160 km/h i spalał od 9 do 12 litrów na 100 km, silnik mniejszy
zapewniał prędkość maksymalną 140 km/h i zużywał 8 do 10 litrów na 100 km. Tak
więc auta były szybsze i paliły mniej od ówczesnych Warszaw. Poza zbudowanym
prototypem sedana był też projektowany model z nadwoziem kombi. W czasach PRL-u
nie mówiło się o tym, ale istniał podobno dwa prototypy Warszawy 210. Jeden w
tajemnicy wyjechał do "wielkiego brata" (ZSRR) i posłużył zakładom w Gorki do
modernizacji przestarzałej wówczas Wołgi. Deska rozdzielcza Wołgi jest niemal
identyczna jak ta w Warszawie. Warszawa 210 zostało oddana do Muzeum Techniki i
ślad po niej zaginął. Wydana w 1976 roku monografia "Fabryka Samochodów
Osobowych 1951-76" zawiera zdjęcia wszystkich żerańskich konstrukcji z wyjątkiem
Warszawy 210. Liczne książki z lat 1970-1980, traktujące o żerańskich autach,
ten prototyp też pomijają. Wygląda na to, że pojazd został skazany na niepamięć,
aby nikomu nie przyszło do głowy porównywać go z konstrukcją towarzyszy
radzieckich, którym zapewne bardzo spodobał się projekt polskich inżynierów,
który w dodatku był darmowy. W końcu lat 90-ych znaleziono Warszawę 210 w Muzeum Staropolskim w Sielpi koło Końskich. Samochód przez ćwierć wieku znajdował się w jakiejś
graciarni. Jego stan był tragiczny. Pojazd częściowo rozszabrowano. Silnik
prawie całkowicie pozbawiono osprzętu. Wykręcono nawet świece. Została tylko
pompa paliwa, rozrusznik i chłodnica. Szyby z pleksi całkowicie straciły
przejrzystość, pordzewiały chromy, lakier został poobijany, uszczelki były
porwane. świadczy to o tym, w jakich warunkach auto przechowywano. Na szczęście w
dużo lepszym stanie pozostało wnętrze. Zachowała się tablica rozdzielcza i koło
kierownicy, oryginalne siedzenia i wykładziny. Nie działały zamki, podnośniki
szyb i masa różnych urządzeń, ale to wszystko jest do naprawienia.
Wytwórnia sprzętu komunikacyjnego w Świdniku, rozpoczęła w 1965 roku prace
nad małym, lekkim autkiem przeznaczonym dla osób niepełnosprawnych. Ten wózek
inwalidzki robiony był na zapotrzebowanie Ministra Zdrowia. Projekt plastyczny
tego samochodu dla dwóch osób dorosłych i dwójki dzieci wykonali pracownicy
Akademii Sztuk Pięknych. W 1967 zbudowano jeżdżącą makietę pojazdu . Dużym problemem była
sprawa silnika do samochodu. Zaprzestano już produkcji Mikrusa, który miał
najodpowiedniejszą jednostkę napędową (293 ccm, 14 KM). Auto przystosowano więc
do montażu silników z Czechosłowackiej Jawy (350 ccm) lub NRD-owskiego Trabanta
(600ccm). W 1969 zakończyły się prace na pierwszym prototypem auta. Zastosowano
w nim dwusuwowy, dwucylindrowy silnik Jawa. Osiągał on moc 16 KM (11,7 kW) przy
3800 obrotach na minutę, maksymalny moment obrotowy 30Nm występował przy 3680
obrotach.
Pomimo prostoty i "taniości" konstrukcji samochodu, auto posiadało
wiele rozwiązań jak na owe czasy ciekawych i nowatorskich a stosowanych do dziś
takich jak przedni napęd czy tylnie wahacze wleczone (takie ma teraz
np.cinquecento). Przystosowany dla inwalidów był fotel kierowcy, który był
obracany i pochylany. Opracowano zestaw przyrządów umożliwiających sterowanie
pojazdem osobom o niesprawnych obu nogach, jednej nodze lud jednej ręce. Pojazd
był dość krótki 2970 mm (ponad 3000 ma Mini Morris, ponad 3100 ma Maluch).
Gacek, bo taką nadano mu nazwę, spalał ok 7,5 litra benzyny na 100km, rozpędzał
się do 72 km/h. Samochód przeszedł pomyślnie wszystkie badania, miał bardzo
dobre opinie u lekarzy i inwalidów. Jego twórcy otrzymali nagrody w latach
1970-1971. Jednak dalsze pracę nad Gackiem oraz wdrożenie go do produkcji -
wstrzymano. Być może dlatego, że podpisano umowę z Fiatem na produkcję
Malucha.
Całkiem niedawno, po wielu latach przypomniano sobie o jedynym
istniejącym egzemplarzu, który niewiadomymi drogami trafił ostatecznie na
Wydział Mechaniczny Politechniki Krakowskiej gdzie pod kierownictwem kilku
profesorów grupa uczniów z jednej ze szkół zasadniczych w Krakowie przez 2 lata
zajmowała się jego renowacją i odbudową. Jedyny na świecie Gacek jest obecnie w
pełni sprawny, jeździ i rezyduje na w/w Wydziale jako jedna z jego maskotek.






Pod konioec lat sześćdziesiątych zamierzano zakończyć produkcję Syreny, ale
części do samochodu miały być produkowane przez FSO jeszcze przez co najmniej 7
lat. Koszt utrzymania maszyn do produkcji nadwozia był dość duży, a kompletnych
nadwozi wytwarzało się niewiele. Inż. Stanisław Łukasiewicz wpadł na niezły
pomysł - nadwozie jako część zamienną można by wykonać z tworzywa sztucznego.
Zbudowano prototypy i pomysł upadł, ale nie dlatego że Syrena Laminat była zła,
tylko dlatego że nie zdecydowano się na zakończenie produkcji Syreny, ale na
przniesienie jej do Bielska Białej. Ale wracając do wersji "Laminat" , nadwozie wykonane było
z żywic epoksydowych zbrojonych włóknem szklanym. Montowało je się zamiast
normalnego stalowego nadwozia, rama, silnik, wyposażenie pozostawały bez zmian.
Podobno było trwałe i wytrzymałe. Nadwozie miało inny kształt niż seryjna Syrena
- było nowocześniejsze. Każdy z wyprodukowanych prototypów był inny, niektóre
miały elementy z Fiata 125p, który wówczas wchodził do produkcji, inne z
Czechosłowackiej Skody 100, NRDowskiego Wartburga 353. W latach
siedemdziesiątych grupa modelarzy odkupiła od fabryki urządzenia do robienia
"sztucznych nadwozi".
W
latach siedemdziesiątych modnym kształtem aut sportowych był kształt klina. W
oparciu o Fiata 125p w 1970 roku skonstruowano takie właśnie nadwozie. Fiat 1100
Sport Coupe - bo tak go nazwano - miał silnik i zawieszenie zapożyczone z
Fiata 128p, kierownicę zaś z modelu X1/9 . Niestety prędkość
maksymalna 140 km/h gasiła nadzieję na polskiego Lotusa Esprit.
Ogar zbudowany w jednym egzemplarzu w roku 1975 przez Zakład Krótkich Serii, był najlepiej wykończonym polskim prototypem. Polski Fiat 1100 Sport przewyższał go pod względem stylistycznym, ale Ogar miał ładniejsze i ciekawsze wnętrze. Nadwozie, zostało zaprojektowane przez inż. Cezarego Nawrota - jednego z lepszych projektantów nadwozi ("Popularny", Syreny Mikrobus, Sport i inne) Wykorzystywał elementy Fiata 125p i Poloneza. W przednim zawieszeniu zastosowano wahacze poprzeczne, sprężyny śrubowe i amortyzatory, natomiast z tyłu resory podłużne i amortyzatory. Umieszczony z przodu silnik 1481 cm3, rozwijający moc 82 KM (60 kW) przy 5200 obr/min, napędzał tylne koła i pozwalał na rozpędzenie pojazdu do 155 km/h. Ten czteroosobowy samochód, o długości 4300 mm, szerokości 1780 mm, wysokości 1320 mm, oraz rozstawie osi 2505 mm, ważył 990 kg.



W
czerwcu 1971 roku powstał prototyp z nadwoziem wykonanym z tworzywa sztucznego . Fiat
125p coupe wyposażony był we wzmocniony silnik 1481 cm3, rozwijający
moc 90 KM (66 kW) przy 6500 obr/min, który pozwalał na rozpędzenie samochodu do
170 km/h. Auto wyposażone było w poszerzone opony (185 mm), a jego masa
całkowita wynosiła 990 kg. Wymiary zewnętrzne, to 4300mm długości, 1780mm
szerokości i 1320mm wysokości oraz rozstaw osi 2505mm. Rozstaw kół był
stosunkowo niewielki, bowiem wynosił tylko 1315mm z przodu 1291mm z tyłu. W
zawieszeniu z przodu zastosowano wahacze poprzeczne, sprężyny śrubowe i
amortyzatory, zaś z tyłu resory podłużne i amortyzatory. Jednym słowem,
identycznie jak w Ogarze. Do zalet tego auta należały olbrzymi bagażnik,
doskonała widoczność i niezła sterowność. Wadami były: wystające z tyłu poza
karoserię końcówki resorów oraz zbyt mały rozstaw kół w stosunku do dużej
szerokości auta.

W Zakładzie Sportu FSO kierowanym przez rajdowca Andrzeja Jaroszewicza
powstał w połowie lat 70-tych prototyp, wyczynowego Fiata 125p. Oznaczono go
"gtj". Zastosowano w nim silnik z Polskiego Fiata 132p, o pojemności skokowej
2000ccm i mocy 112 KM (82,5 kW). Wykonano dwa egzemplarze auta - jeden w kolorze
białym drugi czerwonym. Jak przystało na wersję wyczynową, samochód miał
obszerne, wystające nadkola oraz spojlery .
Nadwozie "Bombla" opracowano w Warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych w 1974 roku. Było to autko dostawcze, zrobione na bazie "Maluszka". W tym modelu odcięto część dachu wraz z tylnymi słupkami, a w to miejsce wstawiono bąbelkowatą nadbudówkę. Ładowność Bombla to dwie osoby + 150kg bagażu. Część ładunkowa ma obudowę z żywicy poliestrowej wzmocnionej włóknem szklanym.
W rok po Bomblu w Ośrodku Badawczo Rozwojowym "BOSMAL" wykonano "malucha"
wydłużonego, czyli Long . Samochód miał o 100 mm
większy rozstaw osi, a tym samym więcej miejsca dla pasażerów na tylnej kanapie.
Był nieco cięższy od normalnego Fiata 126p, więc moc silnika o pojemności 594 ccm podniesiono o 2kW do 25,8 KM (19kW) uzyskiwanej przy 4600 obr/min. Mimo
zwiększenia masy własnej samochodu do 610 kg, właściwości dynamiczne wyraźnie
się poprawiły. Dlaczego więc nie zdecydowano się na produkcję? Jak zwykle
przyczyny natury ekonomocznej.


Kolejną
wersją malucha, która pozostała podobnie jak poprzednie w fazie prototypu, było
kombi . Zdecydowano się na
szeroki program zmian, a rzecz szła przede wszystkim o nadwozie i silnik. W
porównaniu ze "zwykłym maluchem" zwiększono rozstaw osi o 100 mm i zwis tylny o
70 mm. Aby uzyskać płaską podłogę z tyłu, przebudowie uległ cały przedział
silnikowy. Jednostka o pojemności powiększonej do 652ccm uzyskała nową skrzynię
korbową, dostosowaną do poziomego układu cylindrów. W dużej mierze zmieniono
osprzęt silnika taki jak gaźnik, pompa paliwa, filtr powietrza, pompa oleju,
dmuchawa układu chłodzenia, oraz aparat zapłonowy i tłumik. Zwiększono także
stopień sprężania i nowy silnik osiągał moc 25 KM (18,4 kW) przy 4500 obr/min.
Zmodernizowano także zawieszenie. Wszystko to znajdowało się pod całkiem ładną
karoserią wyposażoną w dodatkowe tylne drzwi za którymi znajdował się spory
bagażnik o pojemności 1000 litrów pod dach, tylna kanapa była oczywiście
składana. Niestety auto pozostało prototypem.




Popularność Fiata 126p stale rosła i konstruktorzy chcieli stworzyć więcej
wersji nadwoziowych, aby zaspokoić pragnienia każdego klienta. Silnik
umieszczony z tyłu pojazdu utrudniał większość modernizacji, więc zdecydowano
się na przeniesienie go do przodu. Dokonano tego w 1977 roku. Silnik o
pojemności 650 ccm , chłodzony powietrzem, umieszczono przed przednią osią,
napędzał on oczywiście przednie koła. W przednim zawieszeniu zastosowano kolumny
McPhersona i pojedyncze wahacze oraz hamulce tarczowe. Nową wersję samochodu
nazwano "Ryjek" z powodu wydłużonej przedniej części nadwozia . Zbudowano kilka odmian
tego samochodu, niektóre miały z tyłu klapę unoszoną ku górze, inne tradycyjną
otwieraną do dołu. Bagażnik mógł pomieścić do 200 litrów.
Pomysł wstawienia do "Malucha" silnika wysokoprężnego zrodził się w czasach,
kiedy benzyna była na kartki (lata osiemdziesiąte). Fiat 126p Diesel miał być
napędzany jednym z dwóch silników japońskiej firmy Kubota, oba chłodzone cieczą:
trzy- i czterocylindrowy. Wybrano jednostkę większą, która z pojemności 800ccm
osiągała moc 24KM (17,7 kW). Samochód z nowym silnikiem stał się nie tylko
bardziej dynamiczny, ale i bardziej komfortowy ze względu na mniejsze drgania
silnika. Mimo zaawansowania prac do seryjnej produkcji nie doszło, ponieważ
japoński jen zaczął gwałtownie zwyżkować i całe przedsięwzięcie przestało mieć
ekonomiczny sens .

W FSO zbudowano jeden egzemplarz Poloneza, w którym wydłużono dach i podłogę
oraz wstawiono środkowe boczne drzwi i dodatkowe dwa fotele (takie jak
przednie). Samochód mógł więc zapewnić siedmioosobowej załodze całkiem
komfortowe warunki podróżowania. Rozstaw osi tego "long vehicle" wynosi 340cm, a
całkowita długość to 512 cm. Pomimo półtoralitrowej standardowej jednostki
napędowej, prototyp rozpędził się do ponad 140 km/h. Masa własna pojazdu wynosi
1264 kg, a auto z pełnym obciążeniem waży ponad 1800 kg (1264 + 7*70(?) + 50 =
1804). Polonez ten jest też całkiem zwrotny a zużycie paliwa wzrosło o 1,5l na
100km w porównaniu do normalnej wersji .

Skoro Polonez miał być następcą Fiata 125p, to trzeba było również wprowadzić
do produkcji następcę Fiata 125p Pick-up, czyli wersję dostawczą . Pierwszym
zaprezentowanym autem był Polonez pick-up zrobiony na bazie modelu
trzydrzwiowego i elementów dostawczego Fiata 125p. Kabina pojazdu była o wiele
obszerniejsza niż w ciasnym Fiacie. Co prawda Polonez z tylnymi blachami od
Fiata nie wyglądał najlepiej, ale można go było niemal natychmiast wprowadzić do
produkcji. Nie zdecydowano się jednak na takie posunięcie. Prototyp Poloneza pick-up wykonano także w wersji z napędem na cztery koła.
Następnie podjęto próby stworzenia trójosiowego Poloneza. Zbudowano prototyp,
który choć ciekawy, to trafił do garażu .
Następna konstrukcja
powstała przed obcięcie przedniej części osobowego Poloneza i "sklejenie" jej z
ramą - tylną cześcią. Samochód miał nieco zwiększony rozstaw osi w porównaniu do
osobowej wersji. W tylnym zawieszeniu zastosowano resory i amortyzatory Żuka
oraz most z Poloneza. Dzięki zmianom dokonanym w układzie kierowniczym, auto
było zwrotniejsze od "osobówki". Prototyp dobrze jeździł. Nie zdecydowano się
jednak na wdrożenie go do produkcji seryjnej
.
Kolejnym prototypem
Poloneza trucka był opracowany w końcu lat osiemdziesiątych ambulans . Dlaczego ambulans, bo katerki wówczas robiono w oparciu o przestarzałe i wychodzące z produkcji Nysy i
Fiaty 125p kombi. Prototyp był całkiem ładny, ale po kilkumiesięcznych badaniach
stwierdzono, że w aucie "zbyt trzęsie", co uniemożliwia udzielanie pomocy
choremu. Pojadz ten pozostał więc prototypem, a szkoda bo wyglądał nieźle i mógł
być produkowany w najróżniejszych wersjach poza karetką. Można było robić pojazd
podobny do Citroena C15 czy Berlingo, Peugeota Partnera czy naszej krajowej
Syreny
Bosto.
W drugiej połowie lat osiemdziesiątych w Nysie powstał projekt
DECAN (Delivery Car Nysa). Auto miało ładowność 1 tony, skrzynię ładunkową o
powierzchni 3 m2. Napędzał go seryjny silnik 1500 cm3.
DECAN po niewielkich
modernizacjach wszedł do produkcji seryjnej jako Polonez truck.
Już od początków produkcji, wszyscy wiedzieli, że Polonez nie jest ani
dynamiczny, ani szybki. Zdecydowano się na zamontowanie do tego auta silnika
dwulitrowego, znanego z samochodów koncernu FIAT: Fiat Argenta, Fiat 132, Lancia
Beta, Lancia Thema. Wersja gaźnikowa rozwijała moc 112 KM (82,5 kW), i
rozpędzała Poldka przez 12 sekund do 100 km/h. Zaletą tego silnika było to, że
pasował do standardowej skrzyni biegów i układu przeniesienia napędu . Dlaczego nie
zdecydowano się na wprowazenie do produkcji Poloneza 2000? Przyczyny natury
ekonomicznej, może, ale główną przyczyną (przynajmniej oficjalnie) były zmiany
poczyniowe w tym silniku przystosowujące go do nowych aut Fiata.

Lancia Straos była w latach siedemdziesiątych świetnym samochodem rajdowym.
Polonez ma zapozyczone z Lancii wiele podzespołów. Sześciocylindrowy silnik V6 o
pojemności 2418 cm3, taki sam jak w Ferrari Dino rozwijał moc 230 KM
(170 kW) lub 285 KM (210 kW) - różne źródła różnie piszą. Polonez-Stratos ma
chłodnice (cieczy i oleju) zapożyczone od Stara, skrzynię biegów Ferrari,
zawieszenie i układ hamulcowy z Lancii. Respekt wzbudzają opoy o szerokości 350
mm (dwie i pół opony malucha). Podobno auto mogło się rozpędzić do 230 km/h, a
setkę osiągał w 6 sekund .



W roku 1984 zbudowano prototyp Analog 1. Był to Polonez z napędem na przednią
oś. Przednie zawieszenie było z Łady Samary, a skrzynia biegów i przekładnia
pochodziły z Subaru. Tylne zawieszenie stanowiły wahacze. Po badaniach, których
wyniki były pozytywne, zbudowano kolejny prototyp - Analog 2. Ten model miał
standardowy tylny napęd, ale zawieszenie było takie jak w poprzedniku. Testy
pokzały, że aut ma lepsze właściwości jezdne od seryjnego Poloneza. Analog 3
miał być połączeniem dwóch poprzednich prototypów, miał mieć napęd na cztery
koła. Zrezygnowano jednak z jego budowy i wykonano od razu prototyp samochodu
wielofunkcyjnego Analog 4. "Kawałek" nadwozia Poloneza oraz skrzynię ładunkową
osadzono na ramie, silnik i zawieszenie były takie, jak te stosowane w
poprzednich Analogach. Badania nad terenowym Polonezem wstrzymano, gdy FSO stało
się częścią koncernu Daewoo. Oto różnych Analogów.



Od
początku produkcji Poloneza próbowano wprowadzić nowe osobowe wersje nadwoziowe
- kombi i sedana. Udało to się dopiero po
dwudziestu latach produkcji, kiedy Poldek się zestarzał, wówczas w 1996 do
produkcji wszedł model Atu (sedan), a w 2000 kombi.

Wars miał być następcą starzejącego się Fiata 125p. W 1986 roku
zaprezentowano auto oznaczone jako Wars 1.3 S, wyposażony w silnik o pojemności
1300ccm. Gama oferowanych silników miała docelowo obejmować jednostki benzynowe
o pojemnościach 1100, 1300 i 1600 oraz diesla 1600 ccm. Auto z najsilniejszą
jednostką napędową, zapewniającą dynamiczną i szybką (do 170km/h) jazdę, miało
być eksportowane do krajów zachodnich. Kadłuby wszystkich silników miały być
wykonywane z żeliwa, głowice z lekkiego stopu. Kolektor ssący i wydechowy
zainstalowano po tej samej stronie, co ma wpływ na zmniejszenie zużycia paliwa.
Jeśli chodzi o zawieszenie, to w Warsie zainstalowano z tyłu wahacze wleczone,
natomiast z przodu i z tyłu sprężyny śrubowe i amortyzatory teleskopowe. Układ
hamulcowy to tarcze z przodu i bębny z tyłu. Stylistyka Warsa odpowiadała
ówczesnym trendom Samochód swym wyglądem nie odbiegał od Fiata Ritmo, czy Opla
Kadeta. Uroku dodawał mu mały spojler umieszczony nad klapą bagażnika, zaś
tylne, trochę za duże, masywne lampy ujmowały. Długość całkowita wynosiła
3800mm, a rozstaw osi 2520m, auto w wersji 1.3 ważyło 780 kilogramów. Bagażnik
miał 300 litrów pojemności (1200 litrów, po złożeniu tylnych siedzeń) co było
normą jak na tę klasę, dostęp do niego zapewnia duża, sięgająca aż do zderzaka,
unoszona ku górze klapa. Podobnie jak u większości konkurentów, plastik z
jakiego wykonano deskę rozdzielczą był paskudny, ale za to krył duży schowek w
kokpicie o niecodziennym kształcie . Na dużego plusa zasługiwały bardzo wygodne
fotele (podobno, ja nie sprawdzałem :-), a także przestronne wnętrze.
Zastosowano tu strefy kontrolowanego zgniotu (z przodu i z tyłu. Współczynnik
oporów powietrza wynosi Cx=0,35, co nie jest złym wynikiem. Niestety przyczyny
natury ekonomicznej spowodowały, że auto do produkcji nie weszło
FSM Beskid 106 miał zastąpić Fiata 126p. Był najbardziej udanym powojennym studium stylistycznym. Zbudowano go w rekordowo krótkim czasie - 10-ciu miesięcy. Głównym konstruktorem samochodu FSM Beskid 106 był mgr inż. Wiesław Wiatrak. W czasach gdy minivanów praktycznie nie było, a o Renault Twingo nie śnili nawet jego konstruktorzy, Beskid był prawdziwym objawieniem. Prace konstrukcyjne i testy nad nim trwały w latach 1982-1987. Beskidy pokonały setki tysięcy kilometrów w czasie jazd testowych. Gdy Fiat 126p troszkę się zestarzał, Beskid maiał być produkowany zamiast niego, gdyby nie doszło do podpisania kontraktu z Fiatem na nowy samochód, ale że tak się stało, do wdrożenia Beskida niestety nie doszło. Szkoda, bo samochód był jak na owe czasy naprawdę nowoczesny. Współczynnik oporów powietrza wynosił Cx=0.29, co jest świetnym wynikiem nawet dziś (BMW 5 - 0.27, Daewoo Espero - 0.29, Fiat Palio, VW Golf IV - 0.32, Fiat Cinquecento - o,33, VW New Betle - 0.38). Osiągnięto go poprzez połączenie zitegrowanego ze zderzakiem spoilera z osłoną silnika i gładką podłogą. Jest to istotne, gdyż opory powietrza pod podłogą samochodu są często dość duże. Aby poprawić aerodynamikę zlikwidowano tak zwane "rynienki". Wynik mógłbyć lepszy, gdyby zastosować szyby klejone, ale nie zdecydowano sie na to, gdyż nie wykonywano tego w kraju. Ważną rzeczą była unifikacja z produkowanym Fiatem 126p, aby móc produkować Beskida przy użyciu wielu komponentów z Malucha (układ hamulcowy, paliwowy, koła, alternator). Auto jest o wiele bezpieczniejsze od Malucha, gdyż zawiera energochłonne podłużnice i sztywny szkielet przestrzeni pasażerskiej. We wnętrzu samochodu jest sporo miejsca, gdyż opracowaqno go tak, aby mogły nim podróżować 4 dorosłe osoby (podobno miejsca jest tyle co w Polonezie). Wymiary zewnętrzne (Długość/szerokość/wysokość): 3235/1530/1364 mm, rozstaw osi: 2150 mm, masa własna: 630 kg, nośność 420 kg (Cinquecento - 400 kg, Opel Agila - 350 kg). Bagażnik, znajdujący się z tyłu samochodu, jest prawie 2 razy większy niż w małym Fiacie. Koło zapasowe znajuje się z przodu, w komorze silnika. Skonstruowano 8 sztuk tego samochodu z silnikami: 703ccm, 900ccm, 1100ccm (podobne silniki jak w Cinquecento i Seicento) i jednostką napędową z Yugo 45. Model z silnikiem 703 ccm ma parametry zbliżone do CC700, moc 30KM (22kW), którą osiąga przy 4800-5000 obrotach na minutę, maksymalny moment obrotowy wynosi 49 Nm przy 2700 obrotach. Autko rozpędza się do 125 km/h, a przy szybkości 90 km/h spala 3,9l/100km. Przednie zawieszenie stanowią kolumny McPhersona, wahacze jednoramienne i drążki reakcyjne; natomiast z tyłu zainstalowano wahacze wleczone, sprężyny śrubowe i amortyzatory ustawione pionowo. Gdyby Beskid wszedł do produkcji w końcu lat 80-ych, to śmiało mógłby sięgnąc po tytuł Samochodu Roku.